Coraz częściej słyszymy w różnego rodzaju
programach telewizyjnych, czytamy w magazynach, jak ważne jest samopoznanie. Wszyscy
podkreślają, że poznanie siebie, ułatwi odnoszenie sukcesów w każdej dziedzinie
życia i stało się to sloganem reklamowym dla różnego rodzaju treningów i
kursów, poruszających ten temat. Takie zajęcia najczęściej polegają na
charakteryzacji poszczególnych typów osobowości, odegraniu różnych scenek obrazujących
jakąś konfliktową sytuację i rozmowie, kto jakie sytuacje przeszedł w swoim
życiu. Natomiast- moim zdaniem, mówiąc o samopoznaniu, poruszamy o wiele
bardziej złożony temat, a jego korzenie tkwią, w naszym dzieciństwie lub nawet
w poprzednim życiu.
Dziecko, doskonale
wyczuwa, co kryje się w spojrzeniu, barwie głosu drugiej osoby. Jeśli odczytuje
z nich, że nie jest wystarczające dobre lub, że zle coś zrobiło, to
interpretuje w ten sposób, iż musi robić o wiele więcej, o wiele lepiej, po to
żeby być akceptowanym, kochanym. Jeśli
często słyszy, że coś znowu jest żle, że trzeba było daną rzecz zrobić inaczej,
po pewnym czasie zacznie utożsamiać się ze stwierdzeniem, że jest głupi i
niezaradny. Zaczynie coraz częściej odnosić wrażenie (z czasem myśleć), że nie
zasługuje na Miłość, że jest nie kochane, nie akceptowane. Będzie koncentrować się, tylko na spełnianiu oczekiwań jakie
stawiają mu w szkole i w domu. Coraz częściej robi rzeczy, którymi może zwrócić
uwagę na siebie. Zdarza się, że robi coś, co jest ponad jego siły. A cel jest
jeden- Miłość.
Póżniej, w dorosłym
życiu taka osoba na różne sposoby stara się przypodobać wszystkim, żeby tylko zdobyć
aprobatę. Często jest w stanie znosić , „przełykać”, wyrzekać się wielu rzeczy,
żeby być pochwalonym. Robi rzeczy na które w ogóle nie ma ochoty, bierze na
siebie coraz więcej spraw i obowiązków, podejmuje się odgrywania coraz większej
ilości ról. Mężczyzna będzie dążył do tego, by być wzorową głowa rodziny, super
kumplem i przyjacielem od serca. Kobieta natomiast, zachowuje się jakby chciała
wygrać mistrzostwa, nie tylko w pracy, ale i w domu, jako troskliwa matka,
wierna partnerka, cudowna kochanka i wspaniała kucharka w jednym. A wszystko to
stara się robić z uśmiechem i nie wyczerpaną energią. Oczywiście można
spróbować przeżyć całe życie, odgrywając
role supermana, ale tak naprawdę da się
tak żyć, tylko przez jakiś czas… Po pewnym czasie przychodzi zmęczenie, zobojętnienie,
oziębienie, znika promieniująca z głębi Duszy radość, która była napędzana
Akceptacją i Miłością. I przychodzi chwila, kiedy zaczynamy zdawać sobie sprawę,
że czegoś nam brakuje. Zaczynamy szukać winnych za nasze nieszczęśliwe życie,
jakby to ktoś inny był odpowiedzialny za nasze niepowodzenia, a my staliśmy się
jedynie ofiarą. Coraz bardziej zamykamy się w tworzonym przez nas samych- poczuciu
nieszczęścia. Przypominamy sobie coraz więcej sytuacji, kiedy czuliśmy się
zranieni, obrażeni, niezrozumieni, ale nigdy o tym nikomu nie mówiliśmy. I
użalając się tak nad sobą, jeszcze bardziej pogrążamy się w morzu negatywnych
myśli. Szukaliśmy szczęścia i Miłości w innych ludziach, a nie w sobie i teraz
czujemy się zagubieni. Nie wiemy tak naprawdę, kim i jacy jesteśmy, bo zawsze
byliśmy uzależnieni od kogoś, ktoś inny kierował naszymi uczuciami. Naszym
celem było spełnienie oczekiwań innych- wyrzekając się siebie i przestaliśmy w
ogóle myśleć o sobie. Z czasem, pod wpływem żalu i goryczy stajemy się osobą o
„sercu z kamienia” i nieczułą na Miłość.
Bywa, że w
dzieciństwie doświadczyliśmy, że uczucia są mało ważne, wręcz nieistotnie
ponieważ wszystko inne – to co fizyczne, „przyziemne” było ważniejsze. Może byliśmy bardziej
wrażliwi i uczuciowi niż inni, co spotykało się z docinkami, że jesteśmy nazbyt
delikatni. W konsekwencji, coraz mniej mówiliśmy o swoich uczuciach, coraz
rzadziej je okazywaliśmy, co spowodowało powstanie sporej ilości różnego
rodzaju blokad uczuciowych i wewnętrzne zamknięcie. Nauczyliśmy się, w różny
sposób, omijać konfliktowe sytuacje lub uciekać przed nimi. Jako dorosła osoba
wybieramy jedną z dwóch postaw: chowamy głowę w piasek lub traktujemy sprawę,
zdarzenie jakby jej nie było, nie zdarzyła się- czyli problemu nie ma.
Również w dzieciństwie
kształtuje się, idące w parze z Miłością-Zaufanie. Jeśli w tym okresie
doświadczyliśmy, że w stosunku do bliskich osób możemy być bezgranicznie
szczerzy, możemy powiedzieć wszystko i zostaniemy wysłuchani, bez negatywnych
komentarzy i „pouczających wykładów”, nasza pewność i wiara w siebie, oraz
poczucie bezpieczeństwa znacznie się wzmocniły. Niestety wielu rodziców, jest
zdania, że wiele spraw lepiej przemilczeć, uważają bowiem, że dziecko i tak
tego nie zrozumie, lub mówią o czymś zdawkowo, czy „półprawdę”. Takie sytuacje
są niejasne, niezrozumiałe dla dziecka, co powoduje że nasila się w nim poczucie
braku bezpieczeństwa. Nie wie, na kogo i na co może liczyć. Czuje się
niepewnie, zaczyna szukać winy w sobie. Pózniej pojawiają się wszelkiego
rodzaju wątpliwości, obawy i brak umiejętności podjęcia decyzji, praktycznie w każdej sytuacji.
Jakie jest najlepsze
rozwiązanie? Zabrzmi to banalnie prosto: pokochać się siebie!!! To jest punkt
wyjściowy, który jest zarazem źródłem naszych kontaktów z rodzicami, dziećmi,
znajomymi, kolegami, z partnerem, w pracy. Dlatego ważne jest zrozumienie
pewnych naszych zachowań, schematów, idei które zostały w nas „zaprogramowane”.
Dobrze jest nauczyć się odcinać od uczuć innych, bo to nas tylko obciąża i
przeszkadza w dalszym rozwoju. Jest to ważne też dlatego, bo wychowując
dziecko, nieuchronnie przykazujemy mu wszystkie pozytywne i negatywne uczucia
jakie są w nas. Na przykład: w pierwszych 7 latach dziecko uczy się m.in.
tulić, obejmować, głaskać- te doznania (lub ich brak) zostaną w nim na całe
życie. Jeśli rodzic, ma jakąkolwiek blokadę z tym związaną- nie umie tego dać
swojemu dziecku.
Często się mówi, jaki bezduszny
i ubogi w Miłość jest ten Świat. Jest to dlatego ciekawe, bo wszyscy pragną być
bezwarunkowo kochani, akceptowani- takimi jakimi są. Problem jest natomiast w
tym, ze wszystko robimy odwrotnie: żyjemy według szablonów i reguł stworzonych
przez innych, stawiamy warunki Miłości. Mówimy np. do partnera, dziecka: jeśli
zrobisz to ,czy tamto będę szczęśliwy, lub jeśli tego nie zrobisz, nie będę
pewna, że mnie kochasz. A przecież klucz do szczęścia jest w nas samych. W
ciągu jednego dnia, przeciętnie 60tys. myśli przebiega przez umysł człowieka-
zastanówmy się ile z nich jest pozytywnych, jak my sami, oceniamy siebie, co myślimy
o sobie? Nie wykluczone, że zastanawiając się nad tymi tematami, wrócą
wspomnienia z dzieciństwa- to, co ktoś mówił o nas, jaką etykietkę nam
przyczepiono. Wiele osób jest w „tarapatach”, gdy się prosi je o wymienienie
paru pozytywnych cech. Nie mówiąc już o tym, by powiedzieli w czym są wyjątkowi,
niepowtarzalni. To tylko potwierdza fakt, jak bardzo nie znamy samych siebie.
Odpowiedzi na
wszystkie pytania, jakie sobie zadajemy, które dotyczą naszych obaw, strachu,
tego co nas hamuje, znajdziemy w nas samych. Bo czy jest bardziej wiarygodne
zródło, niż własna Dusza? Kiedy przyznamy się do własnych potrzeb i pragnień,
poznając siebie, po pierwsze-nie ulegamy wpływom z zewnątrz. Po drugie- zaczniemy sami kierować
własnym życiem i nie będziemy obwiniać innych za nasze niepowodzenia. Po
trzecie- dowiemy się czym jest Szczęście.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz